DELTA MEKONGU

17-19 MARCA 2019

Sajgon nas wciągnął ale trzeba ruszyć dalej, a jest jeszcze tyle do zobaczenia . Kolejny cel podróży to Can Tho, gdzie zobaczymy największy targ na wodzie! Tam dostaniemy się autokarami z leżankami. Super wynalazek, ale ma jeden minus. Trzeba być w rozmiarze M – L i max 170 cm wzrostu inaczej podróż jest już mniej komfortowa, bo nie rozłożymy nóg do końca.

Nasze kuszetki na trasie do Can Tho

Najłatwiej było nam dostać się tam autobusem lini Futa . Autobusy tej linii wyjeżdżają z Ho Chi Minh z dworca Ben xe Mien Tay, a bilety kosztują 145.000 dongów – 25 zł. Cena obejmuje odebranie pasażerów z punktu w centrum Sajgonu i zawiezienie na Dworzec Centralny Sajgonu. Stamtąd jedziemy wygodnymi autokarami z wifi, wodą i ciastkiem około 3,5h na dworzec w Can Tho. Na miejscu trzeba szukać małych białych busów, ponieważ one zawiozą nas pod miejsce naszego noclegu w cenie biletu ! Dużo osób szuka na dworcu taksówki i przez to ponoszą dodatkowe koszty. My chodziliśmy z biletem i okazało się, że dojazd jest w cenie biletu.

CAN THO

To największe miasto delty, oddalone od Sajgonu o 170 km i zamieszkuje je około 1,5 mln ludzi. Nasz nocleg był poza centrum, a do tego trzeba było przejść przez mostek na który nie wjeżdżały samochodu. Miejsce bardzo ciekawe z bungalowy z bambusa na palach nad podmokłym terenem. Ivory Resort Orchard ma fajną knajpkę, gdzie wieczorem trafiliśmy na grupkę Europejczyków grających na gitarze i śpiewających. Leżąc na hamaku popijaliśmy zimne piwko i było bardzo sympatycznie.

W międzyczasie odwiedziliśmy centrum miasta i trafiliśmy na nocny targ.

pyszne koktajle w centrum Can Tho. W tle hala targowa.
Nocny tar w Can Tho

Naszym głównym celem przyjazdu był oczywiście Pływający targ – Cai Rang Floating market. Na nasze szczęscie okazało się, że nasz „resort” organizuje takie wycieczki łodzią i to za bardzo korzystną cene – 130 000 dongów -22zł/osoba. Wypłynąć trzeba z samego rana także nie zastanawialiśmy się długo i zarezerwowaliśmy 2 miejsca.

CAI RANG FLOATING MARKET

Wyruszyliśmy z samego rana i cała wycieczka trwała około 5h. Bazar zaczyna się o 5 rano i trwa do około 12. Jest to niesamowite zjawisko, które koniecznie trzeba zobaczyć. Łodzie ustawione są po obu stronach rzeki i każda wypełniona jest po brzegi towarem (arbuzy, ananasy, kokosy,dynie itp.) Są też pływające łodzie – restauracje i kawiarnie. Zakupy robią tu głównie właściciele restauracji, guesthousów, okolicznych sklepów, jak również mieszkańcy. Kupuje się tu zazwyczaj w większych ilościach. Dla przyjezdnych to bardziej atrakcja turystyczna.

Pani na zakupach
komu komu ? Bo płynę do domu …. :p
Kawiarnia na łodzi

Na targu panuje ciągły tłok i hałas, towary są przeładowywane, ludzie przekrzykują się, żeby cokolwiek usłyszeć na tle włączonych silników. Ten harmider nadaje mu ciekawy, niepowtarzalny charakter.

Nasze przewodniczki zaciągnęły nas po drodze do fabryki cukierków, następnie fabryki makaronu, a na koniec sklepu z miodem i nalewkami. Przecież turystę trzeba wykorzystać, a w szczególności, że z punktu do punktu przedostajemy się łodzią i nie mamy jak uciec ! Także jak macie więcej czasu to warto wybrać się do portu samemu i wynająć łódkę tylko na targ.

Produkcja mordoklejek.
produkcja makaronu ryżowego

Oczywiście można było sobie kupić produkowany wcześniej makaronik …

… lub drewniany otwieracz z ciekawym wzorem 😛

Na koniec degustacja miodów, po których oczywiście należałoby zakupić produkt. My nie skorzystaliśmy z degustacji, bo już wiedzieliśmy jakie są tego konsekwencje.

Tego samego dnia po pysznym obiadku w naszym „resorcie” ruszyliśmy spowrotem do Sajgonu skąd zbieraliśmy się na powrót do Polski.

Dodaj komentarz