MAROKO w 10 dni

Po wylądowaniu w Marrakeszu i odebraniu auta ruszyliśmy szukać naszego noclegu. Pierwszym wyzwaniem jakie nas spotkało to parkowanie … miejscowi mają radar na turystów i jak wjechaliśmy do centrum to odrazu nas zlokalizowali. Chcieliśmy być nieugięci i sami mieliśmy w planach znaleźć miejsce parkingowe. Jednak nie było to takie proste, bo niby były parkometry ale nie na karty ani monety. Chcąc nie chcąc musieliśmy stanąć na prywatnym parkingu, który nas kosztował jakieś 20zł. Oczywiście odrazu przykleił się do nas chłopak, który nam chciał „pomóc” w znalezieniu Riadu. Mimo naszego niereagowania szedł przed nami i nie udało nam się go zgubić. Na koniec stanął w drzwiach i chciał od nas zapłatę. Byliśmy dosyć zmęczeni i daliśmy mu 2euro, był wręcz zniesmaczony niską zapłatą. Ja to bym się cieszyła jakbym dostała 2e za nic, no ale cóż. Opiekun Riadu powiedział nam, że lepiej wcześniej do nich się odezwać na WhatsApp-ie i oni nawet wyjdą i nas zaprowadzą, żeby nikt się nie przykleił. Po zostawieniu bagażu, poszliśmy się przejść i coś zjeść. Następnego dnia z samego rana po pysznym śniadanku ruszyliśmy w dalsza podróż.

WODOSPADY QUZOUD

To największe wodospady w kraju, których łączna wysokość wynosi 110m ! Nazwa pochodzi od oliwki j.hebrajski > Uzud – oliwka. Dojść możemy dwiema ścieżki – krótszą i dłuższą. Obie prowadzą do rzeczki, która z wysokości około 80 metrów spada tworząc efektowny wodospad. My po drodze weszliśmy w jakiś zaułek i trochę się zgubiliśmy. Jednak udało nam się trafić do podnóża wodospadu. Można tutaj popływać na prowizorycznych kolorowych łódkach. Można rownież rozłożyć się na kocyku, popływać lub zjeść obiad w restauracjach z widokiem na wodospady.

Widok z góry na wąwóz i wodospady

Naszym kolejnym punktem było miasto FEZ, jednak po drodze było tyle pięknych widoków, że musieliśmy zrobić kilka przystanków.

Taaakie widoczki :>

FEZ

To najstarsze miasto w Maroku i jest uważane za najlepiej zachowane średniowiecze miasto spośród wszystkich miast krajów muzułmańskich. My ruszyliśmy zobaczyć starą medynę Fezu Fas-el – Bali, która nazywana jest „najbardziej skomplikowaną milą kwadratową na świecie ” i to jest najprawdziwsza prawda ! My oczywiście się zgubiliśmy, a grube mury nawet gps-y zatykają. Jak wcześniej wspomniałam trzeba uważać na „miłych” miejscowych, którzy chętnie pokazują drogę za sporą opłatą. My najpierw się wzbranialiśmy, potem jak się ugieliśmy to wyprowadził nas w jeszcze większy zaułek i chciał pieniądze za doprowadzenie do centrum Medyny. Po zapłaceniu mu 10e, z których pan był bardzo niepocieszony, stwierdziliśmy, że dalej już dziękujemy za pomoc i sami jakoś dojdziemy do celu. Do środka starej medyny prowadzi 14 bram, jedna z najbardziej okazałych to Bad Bu Dżalud. Pokrywają ją błyszczące płytki, które mienią się w promieniach słońca i robi to niesamowite wrażenie. Brama powstała w 1913r.

Brama Bad Bu Dżalud

Szukając garbarni kilkakrotnie trafialiśmy na liczne targowiska, nazywane Suk -ami. Najwięcej było stoisk z wyrobami skórzanymi ale również można było spotkać wyroby metalowe, tekstylia, przyprawy itp.

Mosquee Quaraouiyine to inaczej gigantyczny meczet Karawijjin i jednocześnie największa budowla sakralna Fezu. Został wzniesiony w IX wieku jako centrum uniwersyteckie. Nauczano tam m.in. Koranu, logiki i filozofii. Meczet ten jest uważany za jeden z najstarszych uniwersytetów świata. Brama akurat była otwarta i nieśmiało udało nam się zerknąć na plac, który był tak lśniący i czysty, że strach byłoby wejść tam nawet gołą stopą.

Meczet Karawijjin

Wreszcie udało nam się wejść przez sklep ze skórami i zobaczyć Garbarnie. W trakcie produkcji skór używa się gołębich odchodów. Dzięki nim skóra jest miękka i delikatna. Największym minusem jest okropny zapach. Dlatego garbarnie ulokowane są na obrzeżach medyn. Praca przy skórach nie należy do najłatwiejszych i najlżejszych. Trzeba je nosić pomiędzy studniami i dachami, aby dobrze się wysuszyły. Młodzi mężczyźni zawodu uczą się od ojców, wiedza przekazywana jest z pokolenia na pokolenie.

oczyszczanie skór
farbowanie skór
Osiołki najczęściej pomagają w różnych pracach

CHEFCHAOUEN

Miasta Szafszawan, nazywane też Niebieskim Miastem to jedne z najpiękniejszych miast Maroka i napewno najbardziej znane. Ukryte w górach Rif to miasteczko jak z bajki. Zdjęcia z tego miejsca są tak magiczne, że wręcz zalewają Instagram. Czemu budynki są malowane na niebiesko ? Pierwsza z opowieści sugeruje, że jest to pozostałość po żydowskich uchodźcach, którzy w XV wieku przybywali licznie ze zdobytych przez Hiszpanów południowych terenów Półwyspu Iberyjskiego. Mieli oni malować swoje domy na niebiesko, tak by zatrzeć granice między ziemską egzystencją, a niebem. Inna mówi o tym, że błękitny kolor domostw miał chronić mieszkańców przed urokami. Kolejna jest znacznie bardziej przyziemna i już mniej czarująca. Malowanie ścian na niebiesko ma odstraszyć owady, zwłaszcza komary. Czy odstrasza ? Ciężko stwierdzić, ale na pewno miasto przyciąga tłumy turystów.

Zaułki Szafszawan
Widok na miasto

Szafszawan to nie tylko niebieskie uliczki, posiada również urokliwe centrum – Place Uta el-Hamam (Plac gołębi). Nad placem góruje piękny, ośmioboczny minaret meczetu, tuż obok wznosi się kazba. Można stąd zagłębić się w wąskie uliczki medyny: te w dół zaprowadzą nas do kolorowych straganów, te pnące się w górę do punktu widokowego.

RABAT

Stolica Maroka jest mało zachwycająca, a bardziej smutna i brudna. Jednak warto ją zobaczyć i odwiedzić Meczet Hasana oraz Mauzoleum króla Mohammada V. Głównym punktem Meczetu jest wieża Hasana, której budowę rozpoczęto w 1195 roku. Wieża miała mieć 80 metrów wysokości, jednak nigdy jej nie dokończono i obecnie mierzy 44 metry. Był to pomysł sułtana Jakuba Al-Mansura. Niestety po jego śmierci prace wstrzymano, a miejsce nawiedziło trzęsienie ziemi. Wieża stoi w otoczeniu 312 kolumn. Po ukończeniu Meczet byłby na pewno jeszcze bardziej spektakularny.

wieża Hasana

Dosłownie obok znajduje się Mauzoleum króla Mohammada V – Mauzoleum jest miejscem spoczynku zmarłego sułtana Muhammada V i jego dwóch synów – Hassana II i Mulaja Abdullaha. Mauzoleum posiada zielony dach, który symbolizuje islam i bogate zdobienia. Grobowiec możemy podziwiać z umieszczonej powyżej niego galerii. Wstęp jest bezpłatny.

ochrona Meczetu

Kolejnym punktem na mapie Rabatu była stara Medyną, która nas nie zachwyciła. Ruszyliśmy dalej w stronę oceanu do Kazby al-Udaja, która jest dwunastowieczną cytadelą  wewnątrz miasta.

Kazba al- Udaja

Możemy zagłębić się w małych, niebiesko-białych uliczkach, a następnie idąc do ich końca trafiamy na taras widokowy, z którego rozchodzi się panorama na plażę i Ocean Atlantycki. Plaża nie jest zaciekawa, a woda niezbyt czysta. Jednak jest wielu śmiałków korzystających z kąpieli i nielicznych w tym czasie promieni słońca.

widok na Ocean

CASABLANCA

Zajechaliśmy tu całkiem przypadkiem, w sumie było to po drodze z Rabatu do Marrakeszu i żal było nie zajrzeć. Miasto jak miasto, ale warto je odwiedzić ze względu na Meczet Hassana II. Jedynie miasto to kojarzyło mi się zawsze z filmem Casablanca, który o dziwo nie był nagrywany w tym mieście tylko w studiu w Hollywood. Meczet Hassana II to całkiem inny świat niż reszta miasta, miejsce stworzone z przepychem, jest czysto, cicho, można odpłynąć i utonąć w myślach. Jest to największa świątynia muzułmańska w Maroku i w całej Afryce, przy tym siódmy największy meczet na świecie. Sam minaret mierzy 210 metrów i jak na razie ma tytuł najwyższego na świecie. Budowa tego kolosa trwała od 1986r do 1993r. z inicjatywy króla Hasana II. Niezwykła jest także lokalizacja meczetu. Z dala od szpetnych budynków i centrum miasta, stoi na gigantycznym placu bezpośrednio przy wodach oceanu, częściowo na sztucznej wyspie.

WARZAZAT

To był nasz przystanek na odpoczynek przed przygodą życia. Nieduże miasteczko, gdzie główną atrakcją jest studio filmowe Atlas Corporations Studios. Wytwórnia została ufundowana w roku 1983 przez Mohameda Belghmi. Od tego czasu kręcono tutaj wiele znanych w Europie i na świecie filmów m.in.: „Gladiator”, „Mumia”, „W obliczu śmierci”, „Królestwo niebieskie”, „Star Wars”, „Kleopatra”, „Asterix i Kleopatra”, „Książę Persji”. Można poszaleć i poczuć się jak jedna z postaci, my miejscami trochę popuściliśmy wodze fantazji.

Król Pączek I

MERZOUGA

Merzouga to mała saharyjska wioska w południowo-wschodnim Maroku położona 20 km od granicy z Algierią. Jest to miejscowość z której startuje się na Wydmy Erg Chebbi. Trasa do niej była wyczerpująca, wyboista i pełna niespodzianek. W tym wodospady przechodzące przez drogi i rozkmina jak przejechać ??

Odkąd zarezerwowałam bilety do Maroka wiedziałam, że pierwsze na liście jest niebieskie miasto, a drugie to noc na pustyni. Przekopałam pół internetu, żeby znaleźć dobrą ofertę. Jednak koniec końców okazało się, że najprostsza opcja okazała się najlepsza. Cały wyjazd opiszę w osobnym poście, bo jest tego sporo i wrażenia też były niesamowite.

Zachód słońca na pustyni

AJT BIN HADDU

Na powrocie do Marrakeszu zajechaliśmy zobaczyć najsłynniejszy Ksar w Maroku – Ait Bin Haddu, który znajduje się około 30 kilometrów na północny zachód od Warzazat i jest wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Był on tłem wielu filmów przygodowych – Gladiator, Klejnot Nilu, Gladiator czy Gra o tron.

Ksar Ait Bin Haddu

Ksary to niewielkie siedziby plemienne, najczęściej zamieszkiwane przez Berberów. Pełniły funkcję typowo mieszkalną. W ksarach toczyło się normalne życie: kwitł handel, były zwierzęta, meczet i domy, w których zamieszkiwali ludzie. My udaliśmy się najpierw na posiłek z widokiem na ksar, a następnie przeszliśmy się wąskimi uliczkami w jego wnętrzu.

Uliczki wewnątrz ksaru

MARRAKESZ

Nasz ostatni etap podróży to dwa dni w Marrakeszu. Samochód zostawiliśmy na prywatnym parkingu wewnątrz miasta na dwa dni wyszło jakieś 40 zł. Pierwszego dnia z rana ruszyliśmy w stronę medyny oraz niezwykłego placu Dżami al-Fana. To miejsce jest pełne życia. W dzień można wypić świeżo wyciskany sok z pomarańczy, obejrzeć zaklinaczy węży, zjeść małe co nie co u straganowych restauratorów lub kupić rękodzieła u lokalnych sprzedawców.

plac Dżami al-Fana nocą

W nocy zmienia się nie do poznania: dym z grila, moc świateł, dźwięki instrumentów urozmaicają ten cały panujący tu gwar i tłok. Na północ od placu znajduje się główne targowisko miasta. Można tu nabyć wszelkie skórzane wyroby, przyprawy, herbaty suszone, wyroby metalowe.

Ja zaopatrzyłam się w skórzaną torebkę z wielbłąda o którą trzeba było długo się targować, ale udało się wynegocjować dobrą cenę. Polecam także olejek arganowy, który jest tu produkowany i można go kupić w bardzo dobrej cenie.

Po targowaniu i zagłębieniu się w zakamarki miasta warto sobie przycupnąć i napić się kawy lub miętowej herbaty.

Całkiem przypadkiem trafiliśmy na piękne miejsce, które warto odwiedzić. Był to Cyber Park Arsat Moulay Abdeslam, który znajduje się niedaleko Jamaa El Fna. Na wejściu widnieje nazwę parku, a najlepsze jest to, że jest całkiem darmowy i ma dostęp do wifi. Zdecydowanie warto się tu wybrać, są tutaj niespotykane okazy drzew i krzewów, a kiedy panuje upał to miejsce daje wytchnienie oraz chwilę by złapać oddech i nabrać siły na dalszy spacer w słońcu.

Pączek zagłębia się w przewodnik

Ostatnim naszym stopem było zobaczenie najwspanialszego minaretu Maroka – Kutubijja. Nazwa pochodzi od arabskiego al-Kutubijjin (księgarz, bibliotekarz), odkąd sprzedawcy rękopisów zaczęli ustawiać koło niego swoje stragany. 70-metrowy minaret jest idealnym przykładem architektury marokańsko-andaluzyjskiej. Wieżę meczetu Kutubijja zdobią cztery miedziane kule. Legenda głosi, że dawniej były trzy kule wykonane ze złota. Czwartą podarowała żona kalifa Mansura, która złamała post Ramadan. Jako zadośćuczynienie przetopiła swoje całe złoto na czwartą kulę.

Tak kończy się nasza przygoda w Afryce. Dziękujemy za dotrwanie do końca postu i mamy nadzieje, że stał się inspiracją do odwiedzenia Maroka.

Do zobaczenia !